brak zapłaty

Gdy za film ktoś nie płaci. Co zrobić, czy sprawa w sądzie, czy może inne formy?

Ile razy zdarza się, że mimo umowy, nie dostajecie wynagrodzenia. Miesiącami. W zależności od wysokości albo dobijcie się do producenta, albo odpuszczacie. Jeśli macie agenta, który jest sprawny i współpracuje z adwokatami lub innymi prawnikami, zwykle prędzej czy później w jakimś stopniu uda się uzyskać wynagrodzenie.

Co zrobić, gdy nie dostajesz wynagrodzenia

Niestety to przypadłość nierzadka. Branża filmowa czy w ogóle kreatywna czy artystyczna nie jest tu jakimś wyjątkiem. Za zdjęcia, za projekty, za każde dzieło ciężko czasem wyegzekwować zapłatę. Dlaczego? Bo cały czas trwa przekonanie, że ktoś, kto domaga się zapłaty, tnie gałąź, na której siedzi. I rzeczywiście, dopóki to będzie skala 1:200 przy przewadze 200 dla niepłacących, albo płacących z opóźnieniem, tak w istocie będzie. I jak zawsze liczy się forma. Nie jestem zwolennikiem odpuszczania, ale uważam, że warto dać komuś szansę, zwłaszcza, że obecnie istnieje w zasadzie obowiązek wyjaśnienia w pozwie (w sądzie), czy doszło do próby pogodzenia się.

Wezwanie

Można wysłać wezwanie. Forma to szczegół, ale ważny. Można spotkać pisma z wielkimi czerwonymi napisami – WEZWANIE PRZEDSĄDOWE DO ZAPŁATY. Im większe tym lepsze. Czasem to działa, ale ja wychodzę z założenia, że krowa, która dużo ryczy mało mleka daje. A poza tym, czy to rzeczywiście działa? Wątpię.

Wolę grzeczną informację do producenta i innych dłużników (bo nimi w tej sytuacji są), że są winni określoną kwotę, a wynika to z określonych czynności wykonanych na ich zamówienie. Owszem, może to nic nie dać, ale ważne jest, aby wysłać. Często bowiem, zwłaszcza przy braku faktur bądź precyzyjnej umowy nie wiadomo od jakiej daty liczyć tzw. „wymagalność”, czyli termin, od którego producent/zamawiający/inwestor itd. jest już dłużnikiem, jest w zwłoce. I od tego dnia należy także już liczyć odsetki za zwłokę (potocznie zwane jako odsetki karne). Odsetki obecnie nie są wysokie, bo to obecnie 5,6% w skali roku, jednak – powtarzam to klientom – nie ma chyba lepszej lokaty kapitału (w ramach przeciętnych lokat dostępnych). A zatem skoro już ktoś nie płaci, to przynajmniej wytoczmy sprawę, aby zaistniały jakieś konsekwencje braku lojalności.

Pozew

Z pozwem jest rożnie. Jeśli jest umowa, jeśli jest faktura, jeśli pomimo wykonanej pracy, emisji odcinków serialu, publikacji materiału, puszczania reklamy itd. nie ma zapłaty, a wezwanie pozostało bez odzewu, w zasadzie złożenie pozwu powinno być odruchem.

Ale nie jest. Jeszcze nie. Mam czasem poczucie, że jest rzesza, aby nie powiedzieć chmara osób, które procesują się o przysłowiowe 5 zł ze spółdzielniami mieszkaniowymi, ze wspólnotami mieszkaniowymi, z urzędami miasta itd., ale jest niewielu świadomych twórców, artystów, projektantów, którzy chcą wystąpić po swoje.
Napisanie pozwu nie jest problemem.

Wystarczy wskazać, ile domagamy się zapłaty, za jakie działania (za jakie dzieło), wskazanie, kiedy powinno być zapłacone i kto komu powinien płacić. Jeśli jest umowa, faktura czy inne dowody, należy je załączyć.

Pozew kierujemy zwykle do Sądu, który jest właściwy ze względu na miejsce zamieszkania lub siedzibę dłużnika. Jeśli domagamy się kwoty poniżej 75.000 zł, należy skierować pozew do Sądy Rejonowego. Jeśli żądamy więcej niż 75 000 zł w grę wchodzi Sąd Okręgowy, także właściwy dla miejsca zamieszkania lub siedziby np. producenta czy inwestora. Oczywiście to zasada, od której jest mnóstwo wyjątków, o których pewnie będzie czas powiedzieć.

Rozprawa czy nie

Nie zawsze złożenie pozwu wiąże się z rozprawą. Wielu to ucieszy. Mamy w polskim prawie nakaz zapłaty. Ma on wiele wad, ale ma jeden zasadniczy plus – jeśli jest prawidłowo doręczony dłużnikowi i ten nie sprzeciwi się lub nie złoży zarzutów w ciągu 14 dni – możemy egzekwować pieniądze. Jeśli natomiast dłużnik złoży sprzeciw/zarzuty, sprawa wkracza w drugi etap – etap rozprawy sądowej. I tutaj także niekoniecznie musi dojść do przesłuchiwania świadków, badania dokumentów itd. Jest bowiem mediacja, ostatnio chętnie stosowana przez sądy, przy której można jednak poza sądem, tylko przed mediatorem się porozumieć. Mediacja jest jednak płatna (ale nie kosztuje tyle ile przegrany zapłaci za całą sprawę – koszty opłaty sądowej od pozwu (zwykle to 5% wartości), koszty pełnomocnika (uwarunkowane od tabeli kosztów minimalnych wynikających z Rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z dnia 22 października 2015 r. w sprawie opłat za czynności adwokackie). Mediacja daje także jeszcze szansę na pozostanie w dobrych relacjach na przyszłość, co w świecie artystów i twórców jest częstym hamulcem, jeśli chodzi o próby „dochodzenia swoich praw”.

Mediacje kończą frutracje

Jeśli w trakcie mediacji twórca jest w stanie porozumieć się z producentem i ustalą, jak ma nastąpić spłata (termin i wysokość), wówczas zawierają ugodę, która jest przez mediatora przekazywana sądowi, sąd ją zatwierdza (jeśli jest prawidłowo sporządzona) i umarza postępowanie. W przypadku, gdyby producent/inwestor nie wypełniał warunków ugody, nie potrzebna jest już kolejna rozprawa ani pozew, ponieważ ugodę składa się wówczas do sądu wraz z wnioskiem o nadanie jej tzw. klauzuli wykonalności, a następnie po otrzymaniu już takiej klauzuli (osobne postanowienie, które sąd powinien wydać w ciągu 3 dni) składa się do Komornika wniosek o egzekucję.

Jak widać nie jest to skomplikowane. Wiele spraw za strony załatwia sąd albo profesjonalny mediator albo pełnomocnik, jeśli jest.

Sąd i wyrok

Może się zdarzyć, że przeciwnik na mediacje się nie zgodzi i sprawa musi być rozpatrzona na rozprawie. Zwykle nie trzeba nawet powoływać świadków. Wystarczą faktury, umowa i przesłuchanie zainteresowanych stron. Jeśli bowiem pozwany (producent) składa sprzeciw lub zarzuty – oznacza to, że coś może w pracy twórcy (operatora, reżysera, projektanta) mus się nie podobało, czego nie akceptuje i stąd uznał, że płacić nie będzie.
O tych okolicznościach musi napisać w sprzeciwie lub zarzutach.

Po zakończeniu sprawy (te mniej skomplikowane) kończą się nawet po 1 terminie w sądzie, sąd wydaje wyrok. Ogłasza go. Z wyroku wynika, że strona, która wygra otrzymuje określoną kwotę oraz musi zwrócić przeciwnikowi koszty (opłaty sądowej, jeśli to pozwany przegrał) i koszty zastępstwa adwokackiego (procesowego). Ostatecznie, nawet przy niedużych kwotach należności, kwota, którą należy zapłacić może być sporo większa od tej, którą można było zapłacić od razu.
Nie polecam.

Polecam natomiast dochodzenie swoich praw. Nieodpuszczanie dłużnikom. Gdy odpuszczasz, uczą się nie płacić kolejnym.